11Cze
Mgła, krew i igrzyska

Antysytemowa masa

Co jakiś czas historia rozpuszcza mgłę w ludzkich głowach, tylko po to aby mogła się powtórzyć. Efekty takiego zaślepienia to czarownice na stosach, luddyzm, komunizm i inne formy dyktatury, zaś w wersji współczesnej wysypywanie zboża na tory, zabawy wywiadem, czy wywlekanie poufnych informacji na widok publiczny – ku uciesze mas oczywiście. Wszystko w imię walki z – najczęściej nie sprecyzowanym albo spreparowanym – wrogiem.

Krew i igrzyska

Hannibal u bram uświęca paranoję i wszelkie środki obrony – groźby, oszczerstwa, język nienawiści, postulaty uwięzienia wszystkich, którzy myślą inaczej – no bo skoro są przeciwko jedynej słusznej prawdzie, na pewno spiskują.

Równocześnie charyzma i radykalizm wyłączają dystans opinii publicznej, a fakty nie są oceniane racjonalnie, rządzą emocje. Poklask w imię większego dobra zyskuje największa głupota. I tak zamiast widzieć, że ktoś ujawnia informacje, które powinny być strzeżone – takie jak choćby szczegóły działalności służb specjalnych lub akta prokuratury – szkodząc w ten sposób dobru ogółu, łamiący prawo staje się męczennikiem w słusznej sprawie. Przy czym męczeństwo jest tu sensem samym w sobie i źródłem politycznego kapitału, nie zaś szczytne idee, które przywiodły kandydata do krzyża na Golgotę.

Wspólnym mianownikiem tych wszystkich zjawisk jest antysystemowość, która wydaje się na miejscu, gdy ma się 14 lat i słucha się punk rocka, ale wyniesiona na sztandary zbuntowanych mas jest groteską, oksymoronem i udowadnia tylko, że – jak pisał George Berkeley, irlandzki biskup i filozof:

Mało ludzi myśli, ale każdy chce mieć swoje zdanie.

To idealne warunki dla rewolucji, której pożywką nie są ból, strach i bieda, ale odrobina dobrobytu, rozbuchane ego i roszczenia grup społecznych, które wcześniej cieszyły się, że żyją, zaś teraz chcą zaspokojenia kolejnych poziomów potrzeb piramidy Maslowa. Trudno się temu dziwić – dążenie do poprawiania swojego losu od zawsze popycha cywilizację do przodu. Tu jednak chodzi o poprawianie nie samodzielne i autonomiczne – poprzez pracę, ale przez zewnętrzną siłę: państwo, bóstwo, wszystkich świętych. W gruncie rzeczy sprowadza się to do tego, że skoro jest Wi-Fi i jest co wrzucić do garnka – jest chleb, czas zacząć igrzyska. To właśnie opisał w Buncie mas José Ortega y Gasset już w 1930 roku. Dziś jego refleksja wydaje się jeszcze bardziej aktualna (i złowieszcza) niż kiedykolwiek:

Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym.

Skutek jest taki, że publiczność łaknie akcji, gladiatorów i nadziei na to, że tym razem będzie inaczej; że tym razem wszyscy obudzą się w nowym i uporządkowanym świecie. Jak? Inaczej, bez kaca, bez złej krwi, która odpłynęła, wsiąkła w piach areny walki o serca i umysły mas. Te z kolei zawsze będą narzekać, kiedy cesarz kończy igrzyska, a zaczyna rządzić w oparciu o krew, pot i łzy. Gdy dźwięki imprezy ucichną, sytuacja się poprawi, ludzie z pełnym entuzjazmem poddadzą się romantycznej wizji kolejnego demagoga, który obieca więcej niż poprzedni i mniej niż następny. Już to kiedyś przerabialiśmy – demokrację szlachecką opartą o luksusową postawę ja wybieram, ja chcę – ale już nie ja współuczestniczę – to wymagałoby wzięcia odpowiedzialności wyborców, za to co wybrani robią.

Mgła historii

Dziś mgła historii znowu krąży nad naszymi głowami. Dziwne rzeczy się dzieją na świecie – takie, które już się kiedyś wydarzyły i powtarzają się co pokolenie. Stoi za nimi ta sama głupota i naiwność, przez którą musi przejść każda generacja, aż dojdzie do ironii – ostatniej fazy rozczarowania. Czemu tylko po trupie… zdrowego rozsądku?

Podziel się