22Kwi
Polowanie na leady

Polowanie na leady, czyli nadzieja, która się opłaca

Pojawił się. W końcu jest. Opłaciło się czekać. Tylko co teraz? Zasypać go czym tylko się da! Upewnić się, czego chce i dlaczego nie więcej. Dać mu dodatkowy artykuł, rabat, demo, konsultację – trzeba go wyciągnąć za uszy sprzed komputera czy telefonu. Wszystko jest w porządku, dopóki nie ucieka z nadmiaru atencji. Cóż, lead nie ma łatwego życia. Tym bardziej gdy marketing i sprzedaż skutecznie mu je zatruwają… próbując ratować. Jak przerwać to błędne koło?

Nadzieja na lead

Historycznie częściej za proces generowania leadów odpowiadała sprzedaż (chociaż kiedyś tak to się w ogóle nie nazywało) – w końcu jeśli handlowiec chciał zarobić, musiał jakoś dostać się przed oblicze potencjalnego klienta. W wielu branżach dalej tak jest. Jednak niezbyt finezyjne sposoby działania – jak na przykład cold calling – którymi dysponowała sprzedaż, dziś tym bardziej potwierdzają swoją ograniczoną skuteczność. Jednocześnie w procesach marketingowo-sprzedażowych również zaczęła rządzić specjalizacja i generowanie leadów jest częściej obowiązkiem i wynikiem działań marketingowych niż sprzedażowych – i tu zaczynają się schody. W końcu skąd wiadomo, że przyniesie ona zysk? Na to i inne pytania odpowiadam w artykule Polowanie na leady, czyli nadzieja, która się opłaca – opublikowanym w kwietniowym-majowym wydaniu magazynu Nowa Sprzedaż. Zapraszam do pobrania tekstu.

Czytaj dalej
Podziel się