29Lut
masterpiece

This just might be my masterpiece

Cel w zasięgu wzroku. Podchodzisz do lądowania: zmniejszasz prędkość, obniżasz lot, wypuszczasz podwozie. Gdy tylko dotkniesz ziemi, coś się skończy. Będziesz na miejscu. Tak… ale gdzie dokładnie? Czy na pewno tu chciałeś dotrzeć? Co dalej?

Magia poszukiwania

Póki co doleciałeś do 3. części historii alchemików-architektów arcydzieł. Jeśli masz lądować, zanim wystartowałeś, zacznij od odrobienia wcześniej zadanych lekcji: idei i mistrzostwa oraz determinacji – czyli lektury tekstów Learn to fly oraz Left wing, right wing, broken wing.

Podczas naszej wspólnej podróży poznałeś już 3 niesamowite osoby, a dziś przedstawię Ci jeszcze 2. Każda z nich niesie ze sobą opowieść o poszukiwaniu: celu, drogi, sposobu i energii, by wzniecić w sobie oraz innych prometejski ogień i bezpowrotnie zmienić kawałek świata. Kiedy się im przyglądasz, widzisz wyjątkowe umiejętności, które utorowały drogę na szczyt. To niestety zaciemnia obraz i oddala Cię od sedna. Dlaczego? Ludzie lubią widzieć efekty działań i na nich się skupiają, tymczasem to właśnie głód i niepokój poszukiwania sprawia, że w ogóle odrywasz się od ziemi.

Niestety poszukiwanie nie ma dobrej reputacji. Kojarzy się zazwyczaj ze żmudnym i nudnym procesem. Przypomnij sobie stos klocków Lego i wyzwanie, jakim było znalezienie najmniejszej części. Wymagało to zaangażowania 3 najcenniejszych rzeczy, jakie możemy zainwestować w coś lub kogoś – są to:

  • Czas. Każdy ma go ograniczoną ilość, każdy ma go za mało, każdy chce mieć więcej, dlatego stara się wydłużyć go medykamentami, odpowiednim stylem życia oraz oszczędza go jak tylko się da.
  • Uwaga. Sam czas nie wystarczy – jeśli poświęcasz go na coś, co nie ma dla Ciebie sensu, będziesz minimalizować straty poprzez mentalną nieobecność – gdzie potrzebne jest Twoje zaangażowanie, by zrozumieć sedno zagadnienia, jego głębokie przyczyny oraz przewidzieć skutki, które niesie.
  • Energia. W końcu najbardziej kosztowne, najsłabsze ogniwo całego systemu – moment gdy trzeba coś zrobić – poświęcić energię, przełożyć ją na działanie i… liczyć na powrót karmy.

Ciężka sprawa. Zatem najlepiej nie robić nic, prawda? To by dopiero było nie do zniesienia. Jak zatem wyrwać się z pułapki oczekiwania maksymalnych efektów przy minimalnych nakładach sił? Użyj… magii.

Tak, na pewno nie czytałeś żadnej z książek o Harrym Potterze, nie oglądałeś filmów, a w dzieciństwie nie marzyłeś o różdżce, by wyczarować wymarzony zestaw wspomnianego Lego albo huśtawkę przed domem. Tymczasem ta historia podpowiada zupełnie inne spojrzenie na poszukiwanie.

Jedną z rozrywek bohaterów jest quidditch – połączenie rugby i koszykówki tylko, że na miotłach. W skrócie: zawodnicy walczą o piłki, których przerzucenie przez obręcze bramek, daje zespołowi 10 punktów. Mecz trwa dopóki któryś z szukających – specjalnie dedykowanych do tego graczy – nie złapie złotego znicza – małej, skrzydlatej piłki wartej 150 punktów. Wypuszczana jest ona dopiero po jakimś czasie od rozpoczęcia spotkania – do tego momentu szukający mają za zadanie patrolować otoczenie wyczekując i wypatrując. Poszukiwanie to tu najcenniejsza praca, której zwieńczeniem jest przechwycenie swoistej relikwii, zatem każda sekunda to tu inwestycja w zwycięstwo.

Inwencja: Jimek

Cóż, nie namawiam Cię, abyś wsiadł na miotłę i zaczął biegać po parku, ale zachęcam Cię do… inwencji.

Jak to się robi? Poznaj Jimka. To jego remiks piosenki End Of Time zdobył uznanie samej Beyonce. To on niedawno opowiedział światu historię hip-hopu na smyczkach, kotłach i dęciakach:

To Radzimir Dębski, prywatnie syn wybitnego polskiego kompozytora i dyrygenta, Krzesimira Dębskiego, który zmierza do podobnego celu co ojciec, ale zupełnie inną drogą. Zabrał w nią ze sobą orkiestrę symfoniczną, ale też Doctora Dre, Tupaca i Snoop Dogga. Efekt? Porażający.

Rewolucjoniści lubią jakobińskie metody oraz zupełne odrzucenie istniejącego porządku. Po nich przychodzą następni i robią to samo, aż w końcu zostaje tylko spalona ziemia. Podczas gdy zmiany zasilane inwencją korzystają z historii, nie zaprzeczając jej, budując fundamenty arcydzieła.

Najpierw styl, potem freestyle.

W zalewie różnorodności, której te słowa są również wynikiem, ciągle potrzebujemy otrzeźwienia. Nie powiedział tego nikt znany, nawet Paulo Coelho. To cytat z ciepłego, rodzinnego filmu, o znajomość którego nigdy bym siebie nie posądził. Niestety nie pamiętam tytułu – jeśli ktoś wie, niech da znać. To też dowód, że osobiste relikwie, które zmieniają nasz światopogląd – co jest jedną z definicji arcydzieła – są wszędzie. To właśnie inwencje, czyli historycznie… odkrycia miejsc, w których znajdowały się relikwie.

Lekcja inwencji: szukaj relikwii, twórz i łącz istniejące elementy w nową całość. One właśnie są częściami siebie, które inni wcześniej dali światu. Dlatego właśnie szukasz. Szukajcie, a znajdziecie – prawda? Czy aby na pewno? Czy wiesz czego szukać? Czy wiesz gdzie?

Niezłomność: prezydent Stefan Starzyński

Jeśli to dla Ciebie jasne, konsekwencja w poszukiwaniach nieuchronnie prowadzi do arcydzieła, czego najlepszym dowodem i puentą na dziś jest historia porucznika Aldo Raine’a i jego Bękartów:

Nie ma nic słodszego niż pozwolenie sobie na satysfakcję z dobrej roboty. Trudno też o coś bardziej zgubnego. Dlaczego? Przeczytaj o tym w tekście Ty – Twój największy wróg.

Z drugiej strony nie zawsze docierając do celu, osiągasz to, co chciałeś. Tu z kolei inspiracją może być historia jeszcze jednego niesamowitego człowieka – tym razem już bezpośrednio z II wojny światowej.

Stefan Starzyński, legendarny prezydent Warszawy wniósł niesamowity wkład w rozwój stolicy. W czasie jego 5-letnich rządów, między innymi: wybudowano 100 000 mieszkań oraz 30 szkół, wykończono i oddano do użytku Muzeum Narodowe oraz Dom Turysty, a także znacznie rozbudowano infrastrukturę. Dzięki niemu Warszawa była Paryżem wschodu, aż do najazdu hitlerowskich Niemiec.

Jednak nawet tak tragiczne wydarzenie nie pogrzebało dumy miasta. Oto jak komentował sytuację w przemówieniu radiowym z 23.09.1939 r., jednocześnie podsumowując swoje rządy:

Chciałem, by Warszawa była wielka. Wierzyłem, że wielka będzie. Ja i moi współpracownicy kreśliliśmy plany, robiliśmy szkice wielkiej Warszawy przyszłości. I Warszawa jest wielka. Prędzej to nastąpiło, niż przypuszczaliśmy. Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś widzę wielką Warszawę. Gdy teraz do was mówię, widzę ją przez okna w całej wielkości i chwale, otoczoną kłębami dymu, rozczerwienioną płomieniami ognia, wspaniałą, niezniszczalną, wielką, walczącą Warszawę. I choć tam, gdzie miały być wspaniałe sierocińce – gruzy leżą, choć tam, gdzie miały być parki – dziś są barykady gęsto trupami pokryte, choć płoną nasze biblioteki, choć palą się szpitale – nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i chwały.

Z każdym dniem terror nazistów i ilość zniszczeń w Warszawie rosły. Piękny plan Stefana Starzyńskiego, by zbudować niesamowite miasto, dosłownie legł w gruzach. Niemniej jego postawa przeszła do historii. Może nie znalazł tego, czego szukał, ale znalazł drogę do zwycięstwa, co najlepiej oddają słowa jego odezwy do mieszkańców stolicy z 28.09.1939 r., opublikowanej na łamach Kuriera Warszawskiego:

Piękna Warszawa nie istnieje już, nie istnieje też Warszawa historyczna, nie istnieje Warszawa, którąśmy znali, ale istnieje Warszawa bohaterska, Warszawa, której historia będzie zapisana wśród najbardziej bohaterskich obron miast świata. Warszawa, która spełniła swój obowiązek wobec Ojczyzny po żołniersku i do ostatniej chwili. Wierzymy mocno, że sprawiedliwość dziejowa musi zapanować, że Warszawa znów będzie wkrótce stolicą wielkiej i potężnej Polski.

Szukajcie, a znajdziecie – nie do końca. Powiedziałbym raczej: szukajcie, aż coś znajdziecie – a to również… Lekcja niezłomności: zwyciężaj, nawet gdy przegrywasz i… ciesz się z lądowania.

Jednym z najbardziej bolesnych odkryć w życiu jest to, że nie zawsze wszystko toczy się tak, jak byśmy tego chcieli. Jak na złość zazwyczaj jest zupełnie na odwrót. Cóż zatem – poddać się? Nigdy. Wiele złego możemy powiedzieć o naturze ludzkiej, ale bezwzględne dążenie do poprawy swojego losu to kolejny powód, dlaczego w ogóle odrywasz się od ziemi.

Sztuka lądowania

Jesteśmy na miejscu. Jak Ci minął nasz wspólny lot? Daj znać, proszę, w komentarzu.

Lekcje idei i mistrzostwa, determinacji oraz inwencji podpowiadają, co zrobić, aby czas, uwagę i energię przekuć w plan, któremu będziemy w stanie się poświęcić i z pełnym zaangażowaniem realizować. Z kolei lekcja niezłomności to wskazówka, jak wylądować – dostrzec wartość w miejscu, do którego dotarliśmy – nawet jeśli znaleźliśmy się gdzie indziej, niż chcieliśmy. I nie chodzi tu o poprawność polityczną czy bzdurne jesteś zwycięzcą, kiedy widzisz, że jesteś głęboko w czarnej… dziurze. Chodzi o trzeźwą ocenę swojej sytuacji, doprawioną szczyptą konstruktywnego optymizmu. Czego Tobie i sobie życzę. Do zobaczenia w powietrzu!

Podziel się