Wyjść i zaryzykować czy pozostać i się dusić? To hamletowski niemal dylemat wielu polskich firm, dla których rodzimy rynek jest już za ciasny. Mogą zrobić krok do tyłu i wegetować, albo wybrać wycieczkę w nieznane. Ale przynajmniej mają jakiś wybór. Jak jednak mają się zachować firmy, których produkty z założenia mają globalne perspektywy? Czy startup może i powinien zadebiutować od razu w międzynarodowym środowisku? A jeśli tak, to skąd ma na to wziąć pieniądze?
Wakacje w pełni i to nie tylko w szkołach. Również biznes jakby łapał drugi oddech. Jednak nie wszystkie branże mogą pozwolić sobie na luksus lekko niekontrolowanej inercji. Są firmy, dla których lato to czas wzmożonego wysiłku. Trudno, mają pecha – pomyślisz. Nie przejmuj się, czekały na to cały rok.
Czy zastanawiasz się czasem, co wydarzy się w ciągu następnych 60 sekund Twojego życia? Może wpadniesz na jakiś genialny pomysł, a może wpadniesz… pod samochód i zakończysz błyskotliwą karierę w mało spektakularny sposób. A Twoja firma? Czy w ciągu minuty jest w stanie zmienić swoją strategię i wygrać, czy właśnie tyle potrzeba, aby… zbankrutowała?
Niewątpliwie organizacjom, które opierają strategię obecności w tej przestrzeni na często rotujących stażystach i podejściu: wejdźmy tam, skoro wszyscy to robią, raczej nie jest pisany sukces. Kluczowe jest tu inteligentne włączenie mediów społecznościowych w sposób prowadzenia biznesu. Chodzi o przyklejenie ich do procesów, tak aby pomagały w: komunikacji, obsłudze klienta, budowaniu marki, poszukiwaniu innowacyjnych rozwiązań, ale również generowaniu leadów i sprzedaży.
Chciałem zwrócić uwagę na to, że od jakiegoś czasu katastrofa pod Smoleńskiem budzi emocje, których budzić nie powinna. Dyskusja o niej przestała być merytoryczna. W powodzi wzajemnych oskarżeń zniknęły inne ważne tematy – prezydencja Polski w Unii Europejskiej czy stan finansów publicznych. Mam wrażenie, że oderwaliśmy się trochę od rzeczywistości. To zabrnęło już za daleko.